Sen o Białym Orle
czyli, repatriacja okiem Polaka ze Wschodu...
10 faktów:
1. Na terenach byłego ZSRR żyje ponad milion Polaków.
2. Repatriacja
to procedura, która pozwala Polakom ze Wschodu uzyskać obywatelstwo Polskie.
3. Potomkowie Wysiedleńców
czekają na powrót do Ojczyzny średnio 5-6 lat.
4. Kilkanaście tysięcy
Polaków
powróciło do kraju przodków w latach 1992-2001.
5. Po wprowadzeniu Ustawy o repatriacji, przez kolejnych 7 lat, do Polski przyjechało
kilkaset osób.
6. Przygotowanie wniosku o repatriację zajmuje osobie zainteresowanej kilkanaście
dni (kilkadziesiąt stron dokumentacji, 2-3 podróże do konsulatu).
7.
Gminy nie są zainteresowane zapraszaniem repatriantów, ponieważ procedura zwrotu
kosztów przez państwo ciągnie się miesiącami.
8. Repatriacja "na
własną rękę" jest możliwa wyłącznie jeśli Polak z Kazachstanu, lub Rosji znajdzie pracę i mieszkanie w Polsce.
9. Osoba ubiegająca się o
repatriację, mieszkająca w Polsce, może otrzymać wizę repatriacyjną jedynie w
Konsulacie RP (co wiąże się z podróżą za granicę).
10. Mieszkańcy Białorusi i
Ukrainy nie mogą repatriować do Polski.
Czekanie na Białego Orła..
Okrutne losy Polaków zesłanych wgłąb ZSRS, w czasie II wojny światowej, powoli
odchodzą w niepamięć razem z ludźmi, którzy je przeżyli. Potworne cierpienie
jakiego doświadczyli podczas przesiedleń pozostawiło piętno na ich duszach i
ciałach. Ich
późniejsze życie również nie było usłane różami. Przez cały okres istnienia ZSRR
upokarzano ich i szydzono z polskich
korzeni, co niejednokrotnie doprowadzało do wynarodowienia kolejnego pokolenia.
Po "Pierestrojce" wśród nie wytrzebionych
jeszcze środowisk Polskich pojawiła się nadzieja - otrzymali paszporty.
Początek
W tym momencie zaczyna się ślimaczący się do dziś proces powrotu Polaków do
Ojczyzny. W 1992 roku Piotr Hlembowicz,
małopolski działacz Solidarności, zorganizował akcję rozprowadzania wśród
Kazachskiej Polonii, własnoręcznie wykonanych,
wniosków o repatriację. Nigdy nie dowiemy się ile z tych wniosków zostało
wysłanych na adres Senatu, gdyż ten nigdy
oficjalnie nie się do nich ustosunkował. Jednak akcja Hlembowicza pomogła w
zauważeniu problemu przez polską opinię
publiczną.
Dzika imigracja
W tym czasie rozpoczęła się imigracja Wysiedleńców na własną rękę. Przyjeżdżali
oni na tych samych prawach co cudzoziemcy,
ubiegając się o karty czasowego i stałego pobytu. Z szacunków administracji
publicznej wynika iż w tym czasie przyjechało do
Polski kilka tysięcy ludzi. Dopiero po pięciu latach (w roku 1997) postanowiono
wprowadzić specjalną procedurę uzyskiwania
obywatelstwa dla Polaków ze Wschodu. Wówczas to po raz pierwszy w polskim
prawodawstwie zaistniało pojęcie "repatriacji" -
oznaczające powrót do kraju ojczystego. Aby ów powrót - a co za tym szło,
otrzymanie obywatelstwa - był możliwy, osoba
zainteresowana musiała znaleźć na terenie Polski swoistego patrona - gminę (lub
instytucję), która wystosowałaby formalne
zaproszenie dla repatrianta i jego rodziny. Dla mieszkańców Azjatyckich Republik
byłego ZSRS skontaktowanie się z podmiotem
zapraszającym było niemożliwe, natomiast z przywileju tego zaczęły licznie
korzystać środowiska polskie znajdujące się bliżej
granicy Macierzy - na Białorusi i Ukrainie. Pokonywali oni liczne bariery
biurokratyczne, jak egzaminy z historii i języka
polskiego, wypełnianie kilkustronicowych dokumentów, odnajdowanie dowodów na
polskie pochodzenie (co było szczególnie trudne po okresie Stalinowskim). Mimo wyniszczającej procedury do Polski przyjechało
wówczas kilka tysięcy Polaków z Białorusi i
Ukrainy. Odsetek Zesłańców z głębi ZSRS był jednak nikły. W roku 2000 z dwóch
przygranicznych miast - Lwowa i Grodna -
przyjechało do Polski 423 osób, natomiast z Kazachstanu jedynie 216.
Chcieli dobrze, wyszło jak zawsze...
W 2001 roku władze postanowiły zmienić tę sytuację. Wprowadzając 1 stycznia
Ustawę o repatriacji odebrały prawo do
repatriowania mieszkańcom europejskiej części byłego ZSRS, pozostawiając ten
przywilej jedynie mieszkańcom Syberii,
Kazachstanu, Kirgistanu, Uzbekistanu i Turkmenistanu - czyli Wysiedleńcom. Nowa
ustawa nie uprościła jednak procedury
uzyskiwania zezwolenia na przyjazd do Polski. Osoba zainteresowana nadal musiała
przedłożyć konsulowi zaproszenie od gminy,
lub inny dokument świadczący o posiadaniu przez nią środków utrzymania (pracy i
mieszkania w Polsce). Razem z jej
wprowadzeniem nastąpił zdecydowany spadek ilości osób repatriujących się do
Polski. Nie pomogły nawet wprowadzone systemy
zwracania gminom kosztów repatriacji (już w 2001 roku przeznaczono na ten cel 10
mln zł), ani wdrożenie bazy "Rodak", w
której urzędnicy MSW gromadzą dane o osobach oczekujących na repatriację (dane
osobowe, wiek, zawód, wykształcenie) mającej z
założenia ułatwić gminom odnajdywanie "najlepiej pasujących" Wysiedleńców. W
latach 2002-2003 do bazy wpłynęły zaproszenia
jedynie z 19 gmin. Łącznie, do początku 2008 roku, repatriowało do Polski
kilkadziesiąt rodzin. Jednocześnie w rodziny,
zapisane w bazie "Rodak", które dawniej wiązały nadzieje z Polską, czekają
latami, co nie zachęca pozostałych do składania
wniosków o repatriację. W ten sposób biurokratyczna bariera, postawiona przez
władze III RP, dokończy wynarodowienia potomków
wysiedleńców z dawnych Kresów Rzeczypospolitej - dzieła rozpoczętego przez
Józefa Stalina.
Marzenia wśród stepów (Z pamiętnika repatriantki)
Pani Oksana - do niedawna obywatelka Kazachstanu - repatriowała po 6 latach
oczekiwania. W 2001 roku razem z babcią,
bezpośrednią ofiarą wysiedleń, złożyły wnioski o repatriację do Konsulatu
Polskiego w Ałmaty. Wiązało się to z kilkoma
uciążliwymi podróżami na spotkania z konsulem. Szczęśliwie miasto Pani Oksany
znajdowało się niedaleko (jak na warunki
Kazachskie), bo jedynie 300km od polskiej placówki dyplomatycznej. Wielu
Polaków, mieszkających w Kazachstanie, musi pokonać
dystans ponad 1000km do najbliższego konsulatu. Po roku oczekiwania obydwie
Panie otrzymały informację, że jak tylko zgłoszą
się chętne gminy, będą mogły repatriować - tzw. "Promesę przyznania obywatelstwa
polskiego". W niepewności, codziennie z
nadzieją zaglądając do skrzynki pocztowej, żyły przez 4 lata. W 2006 roku babcia
zmarła - nigdy nie zobaczyła Ojczyzny. Pani
Oksana postanowiła przyjechać do Ojczyzny na własną rękę, nie czekając na pomoc
ze strony państwa. Jak mówi, zrobiła to tylko
dlatego, że jej sytuacja materialna była bardzo zła. Wielu Polaków układa sobie
życie w Kazachstanie i po tak długim okresie
oczekiwania rezygnuje z przyjazdu do Polski.
Schody pod orlimi
skrzydłami (Z pamiętnika repatriantki)
Na początku roku 2007 Pani Oksana przyjechała do Polski na wizę trzymiesięczną.
Początkowo konsul polski chciał wydać jej
wizę jedynie na miesiąc. Dopiero interwencje zapraszających znajomych z Polski
pomogły doprowadziły do wydłużenia prawa
pobytu. W Polsce Pani Oksana nie mogła podjąć pracy, ponieważ obowiązywały ją te
same przepisy co każdego cudzoziemca. Aby
pracować musiała wyrobić Kartę stałego pobytu, na którą oczekiwała 5 miesięcy.
Przez ten okres żyła z zaoszczędzonych środków
w mieszkaniu znajomych. Po otrzymaniu karty, dającej jednocześnie prawo do
pracy, bez problemu znalazła zatrudnienie w jednej
z warszawskich firm handlujących ze Wschodem. Dopiero załączając dokument
potwierdzający posiadanie środków do życia i notarialny
aktem wynajmu mieszkania mogła złożyć wniosek o nadanie jej statusu repatrianta
(sic!).
Rok po przyjeździe do Polski w styczniu 2008
roku, dostała wyczekiwany od sześciu lat, list z Wydziału ds Obywatelstwa i
Repatriacji MSWiA, potwierdzający jej prawo do
otrzymania statusu repatriantki. Jednak nie był to koniec utrudnień ze strony
administracji. Okazało się, że aby dopełnić
procedury, Pani Oksana musi uzyskać polską wizę repatriacyjną. Początkowo
urzędnicy Ministerstwa upierali się, że musi to być
wiza wystawiona w konsulacie w Ałmaty, do którego Pani Oksana jest formalnie
przypisana. Ostatecznie po złożeniu wniosku do
Ministerstwa Spraw Zagranicznych, pozwolono jej uzyskać wizę w Łucku. I tak po
14 miesiącach od przyjazdu do Polski i ponad 6
latach oczekiwania Pani Oksana stała się obywatelką Polski.
Przyszłość Zesłańców
Gdyby Pani Oksana zdecydowała się na przyjazd do Polski dwa lata później, jej
zderzenie z tutejszą rzeczywistością byłoby nieco łagodniejsze. Obecnie mogłaby
wnioskować o Kartę Polaka, która pozwoliłaby na uniknięcie problemów związanych
z uzyskaniem pozwolenia na pracę. Okres oczekiwania na Kartę Polaka trwa tyle
samo, co czekanie Kartę Stałego Pobytu. W 2008 roku
gminy boją się zapraszać repatriantów z dwóch względów. Po pierwsze - państwo
nie zawsze refunduje całość kosztów poniesionych na sprowadzenie rodzin, po
drugie - zdarzyły się już dwa przypadki powrotu rodzin Polaków do Kazachstanu,
ponieważ ich członkowie stwierdzili, iż mają tam lepsze perspektywy. W tym
miejscu rodzi się pytanie, czy czasami "nadopiekuńczość" państwa Polskiego nie
pogrążyła organizacyjnie całej idei repatriacji? Czy nie lepszym rozwiązaniem
byłoby przyznanie repatriantom prawa pracy i pobytu na terenie Polski bez
sankcjonowania go zaproszeniami od gmin, stertami dokumentów i złudną nadzieją
na zwrócenie kosztów biletu do Warszawy przez budżet państwa?
Łukasz Gubański
lucck@op.pl
(2008-09-22)